|
Olechowski w Stronnictwie Drżących |
|
|
|
|
Written by Administrator
|
|
Thursday, 02 July 2009 20:54 |
|
There are no translations available. Wreszcie coś się dzieje, Platformę opuszcza jej współtatuś – cieszą się media, bo jest o czym pisać, i przeciwnicy – bo mają nadzieję na istotne osłabienie PO.
Tymczasem fakt sam w sobie jest tyleż medialny, co mało ważny politycznie. Olechowski już dwukrotnie bez większego powodzenia startował w ważnych wyborach. 17% w 2000 roku to chyba było maksimum. I to se ne vrati. Pomysł, by próbować znów, grozi – jeśli uzyska kilka procent – śmiercią polityczną. Olechowski nie jest ryzykantem, ani pracowitym politykiem – lubi raczej pewne przedsięwzięcia. To nie jest zresztą polityk, który by szukał poparcia wśród wyborców na głębokim zadupiu, czy może zresztą budzić zaufanie człowiek, mający za złe? A takie wrażenie właśnie robi Andrzej Olechowski. Trafnie ujął to dr Jarosław Flis z UJ, znany politolog: „Olechowski zachowuje się tak, jakby był "trochę zdegustowany koniecznością rozmowy z kimkolwiek poza prezydentem USA Barackiem Obamą”. Współpraca z innym „byłym” też nie przysporzy mu popularności. Wyborcy pamiętają okoliczności rozstania Pawła Piskorskiego z partią Donalda Tuska. Nowi sojusznicy, których zdaje się łączy dziś niechęć do dawnego kolegi partyjnego i chęć odwetu, mogą nie wiedzieć, że wyborcy nie lubią – nazwać to trzeba po imieniu – renegatów. I dlatego jeden plus jeden wcale nie musi oznaczać dwa. Wreszcie, jest jeszcze jeden aspekt: temperament Andrzeja Olechowskiego, człowieka wygodnego, który nie jest wojownikiem. Polska polityka wymaga wciąż nie tylko wizji, ale siły i wytrwałości w ich realizacji i walce o urzeczywistnienie. Olechowski walczący? Ludzie, nie rozśmieszajcie mnie! Dywagowanie o głębokich rozdźwiękach wewnątrz PO, które na pewno pchną tych czy owych w ramiona Piskorskiego z Olechowskim świadczy o małej znajomości stanu umysłów w Platformie. Jak widać, jeśli już ktoś lgnie do Stronnictwa Demokratycznego zwanego za mojej pamięci Stronnictwem Drżących, to tylko politycy z zapomnianego marginesu: Jan Widacki, Marian Filar i – to mnie dziwi – Bogdan Lis. Kółeczko sejmowe, które przekształca się w parlamentarną ekspozyturę Piskorskiego. Jeśli ktoś sądzi, że wyborcy wyrażali na to zgodę, albo że to zaakceptują - myli się głęboko. Olechowski może pasuje do SD, ale SD nie za bardzo pasuje do współczesnego obrazu polskiej sceny politycznej. Piskorski chciałby swoja nową firmę ulokować gdzieś w centrum. Nawiasem mówiąc, wszyscy się w tym środku chcą tłoczyć, nikt nie ma ochoty stanąć na skraju. Przejrzyjcie deklaracje założycielskie, czy programowe. Najwyżej ciut na lewo, lub na prawo. Ale ciągle jak najbliżej centrum. I w tym tłoku Olechowski z Piskorski, Lisem i Andrzejem Potockim (to dla odmiany uciekinier z dawnej Unii Wolności) maja nadzieję wyrwać kawałek swojego własnego obszaru? SD przypomina raczej kolonię zbiegów, którzy chcą trudnić się piractwem. Ale korsarze to ludzie waleczni, a w każdym razie niezłe łobuzy. A Andrzej Olechowski na tle takiego towarzystwa, to nie dzielny wojownik i charyzmatyczny przywódca, za którym pójdą w bój ufne hufce, tylko raczej Lelum Polelum. Imponujący wzrost, miły głos i męska uroda to za mało. Za fasadą musi kryć się jeszcze to „coś”. I zapisane na koncie sukcesy polityczne, nie tylko finansowe, nie wystarczą. Dlatego nie wierzę ani w sukces Olechowskiego, ani w w osłabienie Platformy - nie takie rozstania przeżyła, wzmacniając się jeszcze. Piotr Rachtan (www.kontrateksty.pl) |